Sto lat, sto lat…
Choć dzień nie zapowiadał się tak dobrze, gdyż od rana z nieba nie zagościł u nas żaden promień słońca.
Przez podejrzenia i dociekania z trudem udało nam się dochować sekretu dzisiejszego dnia. Ciocia Marysia jak zawsze była wszędzie obecna i zrobienie między innymi dla niej prezentu i laurki było prawie niemożliwe. Po trudach jednak udało się nam – na szczęście z powodzeniem. Solenizanci byli bardzo zaskoczeni z prezentów, których się nie spodziewali.



